Zbliża się koniec roku i wraca ten sam obraz z rozmów z rodzicami: „na korepetycjach wszystko umie, a na klasówkach są słabe oceny”, albo „w domu tłumaczy, że rozumie, a na sprawdzianie nagle pustka”. Pojawia się też temat stresu i koncentracji – „on się uczy, ale na klasówce się blokuje”.
Te argumenty powtarzają się bardzo regularnie.
W praktyce często wygląda to tak, że uczeń „idzie” przez zadania tylko wtedy, gdy ktoś obok prowadzi go krok po kroku. Na korepetycjach czy przy wspólnej pracy wszystko wydaje się jasne – bo w każdej chwili jest podpowiedź, naprowadzenie, korekta. Problem pojawia się wtedy, kiedy trzeba usiąść samemu i zacząć od zera.
Dopiero wtedy wychodzi różnica między „rozumiem, jak ktoś tłumaczy” a „umiem zrobić sam”.
Powszechnym argumentem w rozmowach jest też koncentracja. Rzeczywiście – stres na sprawdzianie robi swoje. Ale ta „utrata skupienia” zaczyna się w momencie, kiedy uczeń nie wie, co zrobić dalej. Pojawia się blokada, a za nią frustracja i chaos w głowie.
Uczniowie często spędzają nad matematyką dużo czasu, a mimo to efekty są niewielkie. W wielu przypadkach nie wynika to z braku zdolności, tylko ze sposobu pracy.
Matematyka nie nagradza samego siedzenia nad książką. Nagradza aktywne myślenie, regularność, powtarzanie i stopniowe rozumienie.
Dlatego ważniejsze od pytania: „ile czasu się uczyłem?” jest pytanie:
„ile zadań próbowałem rozwiązać/rozwiązałem sam?”
